POSŁUCHAJ:
Niedawno mówiłem na falach Radia Bon Ton o nowej klasyfikacji chorobowej od Światowej Organizacji Zdrowia. ICD-11 zmienia sporo w definicjach chorób neuroatypowych, takich jak autyzm czy ADHD. Problem z definicją niektórych przypadłości był od dłuższego czasu, istnieje nurt wśród specjalistów nawet, którzy podważają istnienie ADHD i jedną z przyczyn jest m.in niedostatecznie precyzyjna definicja. Jednak świadomość społeczna na temat takich przypadłości rośnie, a wraz z tym rośnie ilość uczniów z orzeczeniem.
Jak możemy się dowiedzieć ze statystyk Ministerstwa Edukacji Narodowej, w poprzednim roku szkolnym, aż 393 tysiące uczniów i uczennic w naszym systemie edukacji posiadało orzeczenie - a te dane nie dotyczą dzieci z dysleksją czy ADHD, bo tutaj w grę wchodzi tylko opinia poradni pedagogiczno-psychologicznej. Populacja tych dzieci wzrosła o grubo ponad 150 tysięcy w ciągu 3 lat - najwięcej pojawiło się nowych orzeczeń dotyczących autyzmu, bo wzrost odnotowano na poziomie niemal 100 tys. w ciągu 5 lat. Rośnie świadomość, stąd takie liczby, jednak nie zawsze idzie za tym systemowa edukacja nauczycieli, jednak spora grupa sama podejmuje się dokształcania w tym zakresie - a potrzeby będą rosnąć. Portal ecommpay przedstawił dane, wedle których ponad połowa generacji zet identyfikuje się jako osoby neuroatypowe. Generacja alfa? Takiej diagnozy podejmie się 70 procent. Niestety coraz częściej słyszymy o stygmatyzacji - wystarczy poszukać artykułów na temat tego, jak rodzice nie życzą sobie, aby ich dzieci bez diagnozy uczyły się wraz z uczniami z przypadłościami neuroatypowymi; jak prywatne szkoły miewają awersję do takich uczniów - opisuje to chociażby artykuł na portalu eDziecko. O wrażeniu inności takich dzieci mówiła w rozmowie z Kingą Miszczyk Karolina Rzeźniczak, dyrektor jednej z chełmskich placówek zajmującej się omawianym dziś zagadnieniu, polecamy sprawdzić!








Napisz komentarz
Komentarze