Trzy orzeczenia, trzy pudła
Pełnomocnik podał sygnatury rzeczywiście istniejących postanowień NSA. Nie zgadzały się jednak daty ich wydania, sprawy dotyczyły zupełnie innych problemów prawnych, a przypisane im tezy nie znajdowały się w uzasadnieniach.
Co więcej, żadne z trzech orzeczeń nie potwierdzało stanowiska przedstawionego w zażaleniu.
NSA uznał te błędy za jednoznaczne ślady tzw. halucynacji AI. Chodzi o sytuację, w której sztuczna inteligencja generuje informację brzmiącą przekonująco, choć w rzeczywistości jest ona nieprawdziwa. W pracy prawnika może to być np. nieistniejące orzeczenie, błędna data, zmyślony cytat albo – jak w tej sprawie – przypisanie istniejącemu orzeczeniu treści, której nigdy w nim nie było.
NSA: klient płaci za profesjonalną pomoc, nie za wynik z AI
Sąd nie poprzestał na wskazaniu błędów.
W uzasadnieniu bardzo krytycznie ocenił „bezrefleksyjne korzystanie z narzędzi AI” przez zawodowego pełnomocnika przy sporządzaniu pism procesowych.
NSA zwrócił uwagę również na wymiar etyczny. Klient płaci prawnikowi za profesjonalną pomoc prawną i ma prawo oczekiwać, że przygotowane w jego imieniu pisma będą spełniały wysokie standardy profesjonalizmu.
Sąd zauważył przy tym, że trudno mówić o takim profesjonalizmie, jeżeli działalność pełnomocnika sprowadza się do wykorzystania narzędzia dostępnego również dla osób, które prawnikami nie są.
I właśnie tu znajduje się sedno tego orzeczenia: problemem nie jest korzystanie z AI. Problemem jest zastąpienie nią własnej pracy i rezygnacja z weryfikacji jej wyników.
Nowe zasady etyki adwokackiej mówią dokładnie to samo
Co ciekawe, stanowisko NSA bardzo dobrze wpisuje się w obowiązujący od 2026 r. § 23e Kodeksu Etyki Adwokackiej.
Przepis wprost pozwala adwokatowi korzystać z narzędzi technologicznych, także wykorzystujących sztuczną inteligencję. Zastrzega jednak, że mają one pełnić wyłącznie funkcję wspomagającą.
Adwokat nie może oddać AI samodzielnego prowadzenia sprawy ani zaniechać własnej oceny i weryfikacji rezultatu jej działania. Powinien także znać ograniczenia wykorzystywanego narzędzia oraz związane z nim ryzyka.
Kodeks nie pozostawia też wątpliwości co do odpowiedzialności: wykorzystanie technologii nie zwalnia adwokata z osobistej odpowiedzialności za jego czynności zawodowe.
Do tego dochodzi jeszcze obowiązek ochrony tajemnicy adwokackiej. Adwokat nie może przekazywać narzędziu informacji objętych tajemnicą, jeżeli sposób jego działania nie zapewnia im odpowiedniego bezpieczeństwa.
48 fałszywych orzeczeń. Hiszpański sąd nakłada grzywnę
Polski NSA nie jest jedynym sądem, który musiał zmierzyć się z tym problemem.
W lutym 2026 r. Tribunal Superior de Justicia de Canarias ukarał hiszpańskiego adwokata grzywną w wysokości 420 euro. W złożonym przez niego środku odwoławczym znalazło się aż 48 fałszywych odwołań do orzecznictwa wygenerowanych przez AI.
Hiszpański sąd podkreślił, że nie neguje potencjału sztucznej inteligencji w pracy prawników. Za fundamentalną uznał jednak zasadę ludzkiego nadzoru. AI ma być narzędziem pomocniczym, a nie decyzyjnym, a prawnik nie może uzależniać swojej pracy od bezkrytycznie przyjmowanego wyniku systemu.
Sprawa została dodatkowo przekazana właściwej izbie adwokackiej w celu rozważenia odpowiedzialności dyscyplinarnej.
USA: sądy stawiają granicę w tym samym miejscu
Podobne stanowisko zajmują sądy amerykańskie.
W lipcu 2026 r. Arizona Court of Appeals rozpoznawał sprawę Dineen/Shibata v. Kotchka, w której w piśmie znalazły się powołania uzyskane przy pomocy generatywnej AI, w tym nieistniejące źródła.
Sąd również nie potępił samego korzystania ze sztucznej inteligencji. Problemem było to, że osoba składająca pismo nie sprawdziła poprawności powołanych materiałów. Innymi słowy: narzędzie może pomóc znaleźć argument, ale odpowiedzialność za sprawdzenie, czy argument rzeczywiście istnieje, pozostaje po stronie człowieka.
AI w kancelarii? Tak. Na autopilocie? Nie.
Polskie, hiszpańskie i amerykańskie doświadczenia prowadzą do bardzo podobnego wniosku.
Sztuczna inteligencja może wspierać pracę prawnika. Może ją przyspieszać i ułatwiać. Nie może jednak zastąpić sprawdzania źródeł, znajomości prawa, oceny konkretnej sprawy i odpowiedzialności za przygotowany dokument.
Jeżeli AI wskazuje orzeczenie – trzeba je przeczytać. Jeżeli podaje cytat – trzeba go sprawdzić. Jeżeli proponuje argument – prawnik musi ocenić, czy jest on prawidłowy i czy rzeczywiście pasuje do sprawy klienta.
Technologia może więc zmienić warsztat prawnika. Nie zmienia jednak tego, za co klient płaci prawnikowi: za jego wiedzę, ocenę i odpowiedzialność.
Potrzebujesz profesjonalnej porady prawnej? Sprawdź: https://kancelariasc.com.pl/porady-prawne-opole
