POSŁUCHAJ:
Zacznijmy od tego, że ustawa ma dawać narzędzia Rzecznikowi Praw Pacjenta do walki z pseudomedycyną i szarlatanami, którzy świadczą tego typu pseudo-usługi lecznicze. Zdefiniowano praktykę pseudomedyczną, jest nią „udzielanie świadczeń zdrowotnych przez osobę niewykonującą zawodu medycznego”. Ponadto pod działalność pseudomedyczną ma być podciągnięta medyczna dezinformacja i świadczenie usług bez obecności w rejestrze lekarzy. Kara ma być nakładana w odrębnym postępowaniu, maksymalnie wobec jednego podmiotu można podjąć taką akcję raz na pół roku i można ją powtarzać do momentu zaprzestania takich praktyk. Te zapisy zmieniono pod wpływem uwag, m.in od Rzecznika Praw Obywatelskich czy pracodawców, którzy chcieli dokładnie sprecyzowanej definicji, by za szarlataństwo nie uznano np. udzielenia pierwszej pomocy. Podmioty będą pociągane do odpowiedzialności administracyjnej, nie karnej - Naczelna Izba Lekarska opowiadała się za drugim rozwiązaniem, by uniknąć zjawiska, gdzie takie same firmy będą się zamykać i ponownie otwierać pod nowymi szyldami. Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że zależało im na jak najszybszej reakcji i postępowaniu, stąd takie rozwiązania. Ponadto przewidziano bardzo wysokie kary - maksymalnie będzie można nałożyć milion złotych!
O propozycji zmian w prawach pacjenta i działania RPP mówiłem wam już w czerwcu zeszłego roku. Dlaczego dopiero teraz projekt wyszedł z fazy konsultacji? Jednym z powodów był spór resortów zdrowia i finansów - to drugie kwestionowało zasadność zatrudnienia sześciu nowych osób do walki z takimi praktykami. Konkretniej kwestionowane były koszta, które wedle szacunków mają opiewać na poziomie miliona złotych rocznie - w obliczu aktualnej sytuacji NFZ istniały obawy, że budżet może tego nie udźwignąć, jednak ministerstwo zdrowia zaznacza, że potencjalny zysk z tytułu kar może wynieść 2 miliony złotych rocznie. Koniec końców jednak chodzi o bezpieczeństwo nas wszystkich, żeby nie było np. firm leczących pocałunkiem rybki z krasnych stawów. Oczywiście jest to żarcik słowny, ale wiecie o co mi chodzi, żeby nie naciągać chorych na wyimaginowane techniki - bo to może kosztować zdrowie, a nawet życie.








Napisz komentarz
Komentarze