Kosmos jest totalnie inną przestrzenią niż znana nam dobrze Ziemia. Normalne przyciąganie, najzwyklejsze w świecie powietrze, raczej mało co jest nas w stanie zaskoczyć. Jednak kosmos dla naszych organizmów to terra incognita. Przekonał się o tym przebywający na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej Mike Fincke. Na początku roku NASA podjęła szybką decyzję o ewakuacji załogi ze stacji, na wniosek samego zainteresowanego, który uskarżał się na stan swojego zdrowia. A mówimy o człowieku, który został astronautą 30 lat temu i spędził w kosmosie niemal 550 dni. Jak się okazało, nie była to sytuacja aż tak drastyczna, jednak zdecydowanie nietypowa. 7 stycznia zasiadł razem z załogą do kolacji i… stracił głos. Tak nagle, sam z siebie, przy czym nie odczuwał żadnego dyskomfortu, po prostu nic nie mógł z siebie wydobyć przez 20 minut. Dostępne na stacji wyposażenie medyczne nie pozwalało na dokładną diagnozę - jednak na Ziemi lekarze też za bardzo nie mogą wywnioskować o co tam poszło. Nie był to zawał, ani zakrztuszenie. Na ten moment trwa dokładne badanie tematu. Możliwe, że zostało to wywołane przez mikrograwitację, o której wspomina dzisiejszy gość Witaminy FM, Piotr Grzyb:
Także jak widać nie tylko planety wymagają eksploracji, ale także nasze ciała w tych niecodziennych okolicznościach. Kto wie, czy się nie okaże że jesteśmy fizycznie nieprzystosowani do kolonizacji Marsa...
SPRAWDŹ PODOBNE!








Napisz komentarz
Komentarze